Sklad makulatury to tom wierszy o swiecie, który zuzywa sie codziennie, po cichu i bez wiekszej ceremonii. O skarpetce bez pary, peknietym kubku, kasie samoobslugowej, dworcowej toalecie, hot dogach na stacji benzynowej, zóltych naklejkach z przecena, izbie wytrzezwien, bezdomnym czytajacym Marka Aureliusza i czlowieku jadacym autobusem z tortem na kolanach. Wieslaw Falkowski pisze o rzeczach pozornie niewaznych, odrzuconych, zuzytych albo zle sklasyfikowanych.
Z tych resztek codziennosci uklada opowiesc o godnosci, wstydzie, smiesznosci, rozpadzie i malych formach ratunku. To poezja ironiczna, gorzka i czula zarazem. Bez patosu. Bez latwego pocieszenia. Z uwaznoscia wobec tego, co zostaje, kiedy wielkie slowa przestaja dzialac. Bo czasem wlasnie w skladzie makulatury mozna znalezc pierwsze uczciwe zdanie.
Sklad makulatury to tom wierszy o swiecie, który zuzywa sie codziennie, po cichu i bez wiekszej ceremonii. O skarpetce bez pary, peknietym kubku, kasie samoobslugowej, dworcowej toalecie, hot dogach na stacji benzynowej, zóltych naklejkach z przecena, izbie wytrzezwien, bezdomnym czytajacym Marka Aureliusza i czlowieku jadacym autobusem z tortem na kolanach. Wieslaw Falkowski pisze o rzeczach pozornie niewaznych, odrzuconych, zuzytych albo zle sklasyfikowanych.
Z tych resztek codziennosci uklada opowiesc o godnosci, wstydzie, smiesznosci, rozpadzie i malych formach ratunku. To poezja ironiczna, gorzka i czula zarazem. Bez patosu. Bez latwego pocieszenia. Z uwaznoscia wobec tego, co zostaje, kiedy wielkie slowa przestaja dzialac. Bo czasem wlasnie w skladzie makulatury mozna znalezc pierwsze uczciwe zdanie.