Opowiadanie science-fiction o koncu swiata plus sztuka, wydane najpierw w Polsce jako e-book. Oto fragment recenzji profesjonalnego czytelnika: "Tomik ma dosc nietypowa budowe: sklada sie z opowiadania i jednoaktówki. Sa one polaczone osoba Johna Falimpsesta (zakochalam sie w tym nazwisku i dlatego skusilam sie na ebooka). Te dwie formy dopelniaja sie wzajemnie i tworza kunsztowna calosc: spojrzenie z dwóch stron na swiat, który wlasciwie przezyl apokalipse.
Z jednej strony ciche, francuskie miasteczko, gdzie zycie toczy sie powolutku: starsi ludzie chodza do kosciola, miejscowi arystokraci zabawiaja sie dyskusjami przy wykwintnej kolacji. Dzis ma odbyc sie wielkie pojednanie Ziemian z kosmitami: niestety, nic nie wyglada tak, jak mialo byc... Potem zas Falimpsest, wielki wyzwoliciel ludzkosci, staje sie bohaterem pochwalnej sztuki. Jednak ten panegiryk zdradza cos wiecej.
Nie chcac zdradzac zakonczenia, napisze moze o czyms duzo wazniejszym: o stylu Sadlika. Jego sposób pisania jest nieco archaiczny (dlugie zdania, wiele wyrafinowanych przymiotników) i w interesujacy sposób zderza sie z tematem tekstu - czyli po prostu katastrofa i swiatem troche jak z Orwella. Sadlik wymaga dosc sporo uwagi - narracja jest bardzo skondensowana i wymaga skupienia. Tu znaczy najmniejszy szczegól.
W sam raz na melancholijne popoludnie."
Opowiadanie science-fiction o koncu swiata plus sztuka, wydane najpierw w Polsce jako e-book. Oto fragment recenzji profesjonalnego czytelnika: "Tomik ma dosc nietypowa budowe: sklada sie z opowiadania i jednoaktówki. Sa one polaczone osoba Johna Falimpsesta (zakochalam sie w tym nazwisku i dlatego skusilam sie na ebooka). Te dwie formy dopelniaja sie wzajemnie i tworza kunsztowna calosc: spojrzenie z dwóch stron na swiat, który wlasciwie przezyl apokalipse.
Z jednej strony ciche, francuskie miasteczko, gdzie zycie toczy sie powolutku: starsi ludzie chodza do kosciola, miejscowi arystokraci zabawiaja sie dyskusjami przy wykwintnej kolacji. Dzis ma odbyc sie wielkie pojednanie Ziemian z kosmitami: niestety, nic nie wyglada tak, jak mialo byc... Potem zas Falimpsest, wielki wyzwoliciel ludzkosci, staje sie bohaterem pochwalnej sztuki. Jednak ten panegiryk zdradza cos wiecej.
Nie chcac zdradzac zakonczenia, napisze moze o czyms duzo wazniejszym: o stylu Sadlika. Jego sposób pisania jest nieco archaiczny (dlugie zdania, wiele wyrafinowanych przymiotników) i w interesujacy sposób zderza sie z tematem tekstu - czyli po prostu katastrofa i swiatem troche jak z Orwella. Sadlik wymaga dosc sporo uwagi - narracja jest bardzo skondensowana i wymaga skupienia. Tu znaczy najmniejszy szczegól.
W sam raz na melancholijne popoludnie."